sobota, 11 stycznia 2014

I żyli długo i szczęśliwie...

Hmm... Ostatnio nic nie pisałam. Jakoś nie miałam weny ani czasu. Co prawda czytelników dużo nie mam, nie szkodzi. Chciałabym wszystkim Wam powiedzieć, że mimo wielu miłych rzeczy, które mnie na co dzień spotykają... Nie jestem szczęśliwa.


Za niedługo mijają trzy lata od kiedy jestem w związku. Generalnie układa się bez zarzutów. Tylko jedno małe "ale". Nie lubię związków przechodzonych, życia na kocią łapę. Chciałabym by związek, który tworzę wraz z partnerem, opierał się także na odpowiedzialności za naszą przyszłość. Od dwóch lat słyszę, że on tak bardzo chce mi się oświadczyć, tak bardzo myśli o założeniu rodziny, tak bardzo chce to i tamto. Ale chcieć w jego wypadku oznacza stanie w miejscu. Na chceniu się kończy.

Dziś rozmawialiśmy na temat wyprowadzki. Na jakieś bardzo skromne mieszkanie być może i byłoby nas stać. Ale dziś usłyszałam, że on nigdzie nie ma zamiaru się wyprowadzać, ponieważ jemu jest wygodnie. Po co były tamte słowa? ....

sobota, 22 czerwca 2013

Debilizm się rozpowszechnia niczym plaga.

Dla mnie jest to niedopuszczalne, alby naśmiewać się z kogokolwiek. Obojętnie czy to z powodu braku pieniędzy, otyłości, nadmiernej chudości, czy innego stylu ubierania. Natknęłam się dziś na jeden z memów Kwejka. Oto on:

http://kwejk.pl/galeria/1832691/0/beka-z-grubasow.html#gallerypic



Jak widać pod spodem... Setki komentarzy naśmiewających się z otyłych ludzi. Zastanawiam się czasem, gdzie ludzie podzieli rozum? Owszem otyłość nie jest dobra, jednakże nie jest to powodem, aby traktować tych ludzi jak małpy w cyrku. Idąc schematem, jaki prezentuje Kwejk, każdy może obrzucać się błotem, naśmiewać się z drugiego człowieka czy go obrażać. W końcu każdy ma jakieś wady. To może pośmiejemy się z dużych nosów, rudych włosów, krótkich nóg, piegów na twarzy, pryszczów na plecach, obgryzionych paznokci?


Otyłość to problem coraz większej ilości osób. Jest spowodowana nie tylko lenistwem (jak twierdzi większość osób), ale także chorobami, np. cukrzycą, tarczycą, depresją itp. Dlaczego jest tak, że my, ludzie CYWILIZOWANI, żyjący w XXI w. zachowujemy się tak prymitywnie? Setki lat walczono o równouprawnienie, wolność, wzajemny szacunek. Wydawało mi się, że KAŻDY zasługuje na szacunek. W końcu takie miały być realia naszych czasów.

Krytyka jest potrzebna. Także wobec osób z nadwagą. Ale nie zapominajmy, że powinna być ona KONSTRUKTYWNA. Zachęcająca do pracy nad sobą, wizyty u dietetyka czy lekarza. Przecież obrażając takie osoby, wcale im nie pomagamy. Wręcz przeciwnie, pogłębiamy ich stan, który i tak jest zły z powodu depresji.

sobota, 15 czerwca 2013

Buty...Czyli mój koszmar.

Ostatnio coś mi się pozmieniało w tej mojej małej główce. Pamiętam, że jak miałam 17 - 19 lat chodziłam praktycznie codziennie w butach na wysokim obcasie! 7,10, 13 cm... Co to dla mnie była za różnica. Bez problemu umiałam w nich pobiec na autobus czy przetańczyć na imprezie całą noc. Jakoś tak się potem poskładało, że mniej zaczęłam szaleć na całonocnych imprezach, potem miałam załamane śródstopie i.... zaczęłam latać wszędzie w balerinkach i adidasach. Postanowiłam wziąć się trochę za siebie, bo do najwyższych nie należę, a do niektórych ubrań komicznie wyglądam z płaskimi butami. Kupiłam szpilki 8 cm,   13 cm, koturny 14 cm, i słupkowe 10 cm. Zaczęłam trening od tych 8 cm i jakoś to szło. Generalnie nie było większych problemów. W koturnach też bez problemu... Ale jak założyłam wczoraj szpilki 13 cm to myślałam, że ogłupieję. Dosłownie 10 minut w nich wytrzymałam ! Zauważyłam, że nawet to nie kwestia obcasa, chodnika itd. Tylko samego wyprofilowania obuwia. Zamówiłam je na allegro, wyglądały cudownie!  Nadal wyglądają bajecznie... tyle, że na mojej półce... Co z nimi nie tak? Długość wkładki odpowiednia, ale ich wyprofilowanie jest tragicznie. Generalnie rzecz biorąc całe podpicie (śródstopie) nie przylega do powierzchni butów. Tylko pięty i palce, a reszta jest nienaturalnie uwypuklona ku górze, że mogę tam palec wsadzić. I nie... buty nie są za małe. Długość odpowiednia, tylko za nisko ( a raczej koślawo) ułożona jest podeszwa. Szkoda mi ich wyrzucić bo do najtańszych nie należą... Na półce też szkoda by leżały. One nawet nie nadają się do "siedzenia" bo stopa baaaardzo się męczy. Chcę podkreślić fakt, że miałam w swoim dotychczasowym życiu masę butów na obcasie i takie coś nigdy mi się nie zdarzyło. Sprzedać je? Kto kupi je w takiej cenie, by mi się to w miarę opłacało? Nie sprzedam ich za 20 zł bo kosztowały 150... Poradzicie mi coś?


Oto one (zdjęcia nie moje) :





A robi mi się w nich coś takiego .... 






niedziela, 9 czerwca 2013

Zazdrość o inne kobiety...

Pewnie niejedna z nas była zazdrosna o jakąś kobietę. Czy to koleżankę czy byłą dziewczynę partnera. Dlaczego tak się dzieje? W końcu gdy ktoś z nami się wiąże, to teoretycznie można założyć, że jesteśmy dla niego idealne, właśnie takie jakie powinnyśmy być. Na początku każdego związku nie jesteśmy aż tak wrażliwe na kontakty z innymi kobietami, chyba że chodzi o byłą dziewczynę. Nie rzadko zdarza się tak, że po rozstaniu kontakt jest utrzymywany, taka forma "koleżeństwa". Problem pojawia się wtedy, gdy ex naszego faceta coś do niego jeszcze czuje, lub on sam ma zbyt głęboki sentyment do swojej byłej miłości. W końcu trudno wymazać kogoś z serca z dnia na dzień, czasem mimo wielu przykrości nadal czujemy pewną więź. Ale gdy nie ma ów ex dziewczyny, to generalnie sielanka trwa dalej.

Zazwyczaj po okresie roku, dwóch zaczynamy odczuwać pewną stagnację. Mniej wychodzimy z domu, mniej się staramy... Automatycznie mniej zabiegamy o względy partnera, ale chcemy by nasza osoba mimo wszystko była na pierwszym miejscu. I tu zonk, on rozmawia z jakąś super laską. Rozmawiają codziennie, dwa razy w tygodniu - to bez znaczenia. Czujemy zagrożenie. Mimowolnie porównujemy się do nich, oglądamy ich zdjęcia, staramy się czegoś o nich dowiedzieć. On zapewnia nas, że to tylko koleżanka, ale nasz umysł nie bardzo chce to przetrawić i robimy się zaborcze. Każda ich rozmowa denerwuje nas do granic możliwości, stajemy się marudne, płaczliwe, trudne do zniesienia. Więc teraz uwaga ! To najgorsze co możemy zrobić. Przede wszystkim, jeśli ktoś chce zdradzić to i tak to zrobi (byłam zdradzana i żadna kontrola i zabranianie czegokolwiek nic nie dało ). Z perspektywy czasu uważam, że popełniłam ogromny błąd zamykając ex w klatce. Zakazany owoc kusi jeszcze bardziej. W tym momencie stawiamy się na przegranej pozycji. Już nie jesteśmy ukochaną dziewczyną/ kobietą, ale kimś kto nas ogranicza. Nie dość, że nie wyglądamy już tak super zajebiście jak na początku związku to jeszcze zachowujemy się jak wredny rodzic. Warto więc wziąć na luz... Zadbać o siebie, nie wypominać broń boże mu tej znajomości! On podświadomie wyczuje, że skoro boimy się o swoje stanowisko, to tamta widać w czymś jest lepsza. "Coś" musi sprawiać, że się obawiamy. Będzie jeszcze bardziej do niej lgnął. Także proponuję :

1. Więcej uwagi skupiać na sobie ( dbamy o makijaż, strój )
2. Nie nadskakujemy misiowi - dajemy mu pewną swobodę w podejmowaniu decyzji. Niech widzi, że jesteśmy pewne siebie.
3. Nie strzelamy fochów o byle co ( to może zepsuć nawet najbardziej udany związek - facet, gdy nie czuje, że jest dla swojej partnerki wystarczająco dobry, ją po prostu zmienia na inny model )
4. Delikatnie podpytujemy o ów koleżankę (nie chodzi mi o to by on wyjaśniał od a do z cały jej życiorys), ale np proponujemy by zaprosił ją kiedyś do naszego wspólnego mieszkania, lub zaplanujemy wspólny wypad na miasto. W ten sposób mamy możliwość skonfrontowania się z "rywalką", o którą jesteśmy zazdrosne i być może okaże się, że jest niegroźna. Ja wielokrotnie byłam zazdrosna o koleżanki "mojego", a gdy je poznałam okazały się super babeczkami, z którymi nie raz sama wychodzę na piwko.


:)



wtorek, 4 czerwca 2013

Turbo ograzm czy dobra gra aktorska?

Istnieje sprawa, o której mówi KAŻDY i generalnie każdy wie o co biega. Orgazm. Kto udaje? Dlaczego?

Ja powiem to tak - większość kobiet czasem musiała udawać, że go miała. Nie chodzi tu o to, że partner nas nie zaspokoił, ale jedynie o to, że my do seksu nie podchodzimy tak jak mężczyźni. Dla większości z nas liczy się bliskość, sam akt. Kobiety nie udają nagminnie, jak to się facetom nie raz wydaje. Ale od czasu do czasu musimy was troszkę oszukać. Wiemy, że macie swoją wytrzymałość no i "bomba" może wybuchnąć wbrew waszej woli. Gdy widzimy, że wy już ostro spinacie poślady by coś wam nie wystrzeliło, a my nie umiemy jeszcze dojść (bo np. nie zostałyśmy wystarczająco rozbudzone lub coś nas rozproszyło) to wolimy by już się to skończyło. Ja osobiście, nie raz miałam wyrzuty sumienia podczas stosunku, gdy widziałam, że moj już sapał i ledwo co dawal radę, ale dalej jedzie z koksem by mnie zadowolić. Szkoda mi go było, bo go kocham. A to, że orgazmu nie miałam, nie powoduje, że od teraz będę kochać go mniej. Wiadomo, nie popadać w paranoje i udawać ciągle. Ponieważ to świadczy już o tym, że coś w tym związku ( łóżku) dzieje się niedobrego. Czasem się zastanawiam jak to jest. Mężczyźni mają też zróżnicowany orgazm? Co powoduje, że dany seks był DOBRY lub ZŁY (albo nijaki.... ) ? Proszę o wasze opinie w komentarzach :)


Ze mną samą dzieje się coś dziwnego od jakiegoś czasu. Nie wiem czy to kwestia wieku, ale zaczęłam "analizować" mężczyzn, tzn. oceniać ich sposób myślenia, zachowania, reagowania na różne rzeczy itd. Po co? By ich lepiej rozumieć. My kobiety, też nie jesteśmy łatwe w zrozumieniu. Który mężczyzna powie, że jego partnerka to taki anioł, że ZAWSZE wie o co jej chodzi, zawsze ją rozumie, zawsze potrafi się domysleć, czego ona chce? Kobiety popełniają największy błąd, pomimo, że o tym już powszechnie wiadomo, to nadal jest popełniany. UWAGA KOBIETY! MĘŻCZYZNA NIE DOMYŚLI SIĘ CZEGO CHCESZ, NIE DOMYŚLI SIĘ RÓWNIEŻ O CO ZARZUCIŁAŚ  FOCHA. Mówcie otwarcie, co ma zrobić, o co jesteście złe. Wskazówki nie do końca się sprawdzają, ponieważ czasem nawet nie kapnie się, że to WSKAZÓWKA. Polecam książkę "Mężczyźni są z Marsa, Kobiety z Wenus". Bardzo wciągająca lektura! 



poniedziałek, 3 czerwca 2013

Konflikty konfliktami, ale jak to wygląda naprawde?

Wczoraj pokłóciłam się z "moim". O co? A no o porno. Od słowa do słowa powstała niezła sieka. Był zły, że ciągle poruszam ten temat. Myślał, że mnie zbyje ostatnią rozmową, że "przestał oglądać". Nie przestał, widziałam dowody. Kazał mi zabronić mu oglądać to. Ale ja nie chcę mu nic zabraniać.. Chcę by sam przemyślał dlaczego tak mnie to rani. Ja rozumiem męską fizjologię. Starałam się zrozumieć i porno. Ale nie udało mi się. Ciągle byłam zła i naburmuszona bo nie umiałam już z nim się kłócić na ten temat..  Nie chciałam go ograniczać. Ale wiecie co? Ja siebie też nie muszę zmuszać to akceptowania czegoś co mnie rani. A raniło mnie to tak mocno, że czasem nie potrafiłam na niego patrzeć. Ciągle wyobrażałam go sobie gapiącego się na te lafiryndy. Nawet jeśli on nie podchodzi emocjonalnie do tych wyidealizowanych kobiet, to ja i tak mam tą przykrą świadomość, że nie jestem jedyną kobietą rozbierającą się dla niego. Powoli traciłam zainteresowanie nim i seksem. Czułam się niepotrzebna. On oczywiście sumiennie usuwał historię i krył się jak może. Ale ja jestem przebiegła i domyślna. Umiem łączyć fakty. Jeśli ktoś nie ma nic do ukrycia to tej historii w przeglądarce nie usuwa. Nie wiem na prawdę, po co mam mu tego zabraniać. Sam nie może po prostu, tak od siebie przestać? Musi mieć mój zakaz? Przecież nie na tym związek polega by sobie zabraniać tego czy tamtego... Co teraz dopiero ma świadomość, że nie można robić czegoś co boli ukochaną osobę? A może powiedział to po to by uspokoić moje sumienie i na chwilę uśpić moją czujność? Nie wiem. Za dużo myślę o tym. Powoli czuję się wypalona i zmęczona. To prowadzi do obsesji.


Zboczę trochę z tematu... Kolejną sprawą, która mnie niezmiernie interesuje to to, kto chodzi na prostytutki. Każda kobieta twierdzi, że każdy, ale nie "jej". Ale z czegoś się one muszą utrzymywać. Interes i cała ta branża przecież kwitnie. Dlaczego mężczyźni nie boją się, że zarażą się czymś? Co jest przyjemnego we wpychaniu tej dziwce swojego kutafona, gdzie w tym samym dniu było jeszcze paru innych gości. To obrzydliwe. Wiadomo, takie kobiety są bardziej otwarte no i pozwolą sobie na wszystko. Facet nie musi mysleć o partnerce ale tylko o sobie. Ale po za tym co to daje? No co? Zastrzyk adrenaliny? Ja bym miała najzwyczajniej w świecie stres, że zarażę się jakimś syfem. Masakra. A gdzie godność? Po co płacić za seks? Brakuje chęci by zaspokoić normalną kobietę? ...

niedziela, 2 czerwca 2013

Gadułą jestem i nią będę..

Czasem człowiek musi nauczyć się, że nie każdy chce słuchać jego wywodów i narzekań... Niestety kobiety są tak skonstruowane, że nie umieją bez tego żyć. "Mój" już jest u kresu wytrzymałości, więc pora, abym pomęczyła Was. Dlaczego Was? Bo być może znajdzie się tu osoba, która polubi mój słowotok.

Chciałabym zwrócić uwagę na parę spraw... Otóż będą poruszane tematy, które mają skłonić Was do pewnych refleksji. Nie chodzi mi o zmianę Waszych poglądów w ogóle, lecz jedynie o próbę przedstawienia paru spraw z innej strony.

Na początek powiem coś o sobie... Mam 21 lat. Dla jednych pewnie jestem gówniarą, dla innych osobą dorosłą, mogącą racjonalnie i z czystym sumieniem komentować to, co dzieje się wokół nas. Pracuję także jako dziennikarz. Nie powiem gdzie, ani w jakim mieście. Dlaczego? Z prostej przyczyny - jest to nieistotne.  Wychowywałam się w rodzinie alkoholowej ( tak, jestem DDA). Mimo wszystko, świetnie sobie radzę i cieszę się, że być może pojawi się za jakiś czas światełko w tunelu.

Jestem w związku od trzech lat. Raz jest lepiej, raz gorzej... Pewnie będę się na ten temat wypowiadać tu nie raz. Ale bez zbędnych szczegółów.

Studiuję Prawo na jednej z państwowych uczelni. Jak mi idzie? Nie najgorzej, chociaż pewnie za niedługo będę płakać, że jeszcze nie jestem nauczona na wszystkie egzaminy. Ale co tam, taki to już żywot studenta, że zostawia wszystko na ostatnią chwilę.


W pierwszym swoim poście chciałabym poruszyć temat PORNOGRAFII. Denerwuje mnie, że jest ona dosłownie wszędzie. Nawet 7 letnie dziecko jest w stanie dostać się na tego typu strony. Jak to jest, że stała się ona nieodłącznym elementem życia większości mężczyzn? Rozumiem tych samotnych... Ale tych w związkach? Co daje wam porno, a czego nie daje wam partnerka/ żona ? Wiadomo, wszystko jest dla ludzi. Czasem takie filmy mogą być fajnym urozmaiceniem. Tylko denerwuje mnie fakt, w jaki sposób przedstawiane są tam kobiety. Poniżane, zachowujące się jak prostytutki lepszej kategorii (a może gorszej?). Ja osobiście, jestem przeciwna takim filmom w związku. Nie lubię mieć świadomości, że partnerowi to w sumie obojętne, czy prześpi się ze mną, czy z własną ręką. A ja nie mam zamiaru podświadomie rywalizować z kwiczącą dziewką na ekranie. Mimo zapewnień ze stron mężczyzn, że to dla nich nie jest ważne, że kochają nas (kobiety) takimi jakimi jesteśmy, wiążą się z nami bo jesteśmy porządne, inteligentne i im się podobamy. Skoro mają taki full serwis u nas, to co daje im ta rozebrana obca kobieta (albo kobiety... ) ???

Rozumiem, gdy kobieta wykręca się od pożycia, albo coś jest nie tak w związku. Ale gdy jest wszystko OK, to po co?

Drodzy Panowie, taka mała analogia... Związalibyście się z prostytutką? Nie. A dlaczego? A no, ponieważ nie chcecie być z kimś, kogo nie macie na wyłączność. Kto rozkłada nogi dla każdego. Nie znieślibyście, że obcy facet może dawać jakąś korzyć waszej kobiecie (nawet materialną), albo by ona, dawała jemu to, co teoretycznie zarezerwowane jest dla was.

Jak my, kobiety postrzegamy porno? Właśnie tak, że kobieta na ekranie, daje naszemu mężczyźnie to, co jest zarezerwowane tylko dla nas. Daje mu przyjemność, rozbudza fantazje. On pragnie jej, tej na ekranie. To ona wije się i stęka by ten, miał orgazm. No nie oszukujmy się, że nie o to tu chodzi. Mimo starań, ładnej bielizny, nowych pomysłów, tańca na rurze...Kobieta nie czuje, że zaspokajała swojego faceta. Chce być dla niego jedyna. Najwspanialsza na świecie. A tu rywalizuje z panią "xxx". Wpada w kompleksy? Oj.. często. Poczytajcie sobie fora internetowe. Pełno jest wątków pt. " Dlaczego mój facet ogląda porno". Albo "Czy ja mu nie wystarczam?".

Zastanówcie się, czy gra jest warta świeczki. Czy ukrywanie filmów XXX i kasowanie historii, spowoduje, że wasza kobieta się nie dowie? Dowie. My wiemy czasem więcej niż myślicie.

Za jakiś czas pojawi się nowy post. Jeśli chcecie mnie o coś zapytać, to pisać śmiało. Odpowiadać będę w komentarzach.