Wczoraj pokłóciłam się z "moim". O co? A no o porno. Od słowa do słowa powstała niezła sieka. Był zły, że ciągle poruszam ten temat. Myślał, że mnie zbyje ostatnią rozmową, że "przestał oglądać". Nie przestał, widziałam dowody. Kazał mi zabronić mu oglądać to. Ale ja nie chcę mu nic zabraniać.. Chcę by sam przemyślał dlaczego tak mnie to rani. Ja rozumiem męską fizjologię. Starałam się zrozumieć i porno. Ale nie udało mi się. Ciągle byłam zła i naburmuszona bo nie umiałam już z nim się kłócić na ten temat.. Nie chciałam go ograniczać. Ale wiecie co? Ja siebie też nie muszę zmuszać to akceptowania czegoś co mnie rani. A raniło mnie to tak mocno, że czasem nie potrafiłam na niego patrzeć. Ciągle wyobrażałam go sobie gapiącego się na te lafiryndy. Nawet jeśli on nie podchodzi emocjonalnie do tych wyidealizowanych kobiet, to ja i tak mam tą przykrą świadomość, że nie jestem jedyną kobietą rozbierającą się dla niego. Powoli traciłam zainteresowanie nim i seksem. Czułam się niepotrzebna. On oczywiście sumiennie usuwał historię i krył się jak może. Ale ja jestem przebiegła i domyślna. Umiem łączyć fakty. Jeśli ktoś nie ma nic do ukrycia to tej historii w przeglądarce nie usuwa. Nie wiem na prawdę, po co mam mu tego zabraniać. Sam nie może po prostu, tak od siebie przestać? Musi mieć mój zakaz? Przecież nie na tym związek polega by sobie zabraniać tego czy tamtego... Co teraz dopiero ma świadomość, że nie można robić czegoś co boli ukochaną osobę? A może powiedział to po to by uspokoić moje sumienie i na chwilę uśpić moją czujność? Nie wiem. Za dużo myślę o tym. Powoli czuję się wypalona i zmęczona. To prowadzi do obsesji.
Zboczę trochę z tematu... Kolejną sprawą, która mnie niezmiernie interesuje to to, kto chodzi na prostytutki. Każda kobieta twierdzi, że każdy, ale nie "jej". Ale z czegoś się one muszą utrzymywać. Interes i cała ta branża przecież kwitnie. Dlaczego mężczyźni nie boją się, że zarażą się czymś? Co jest przyjemnego we wpychaniu tej dziwce swojego kutafona, gdzie w tym samym dniu było jeszcze paru innych gości. To obrzydliwe. Wiadomo, takie kobiety są bardziej otwarte no i pozwolą sobie na wszystko. Facet nie musi mysleć o partnerce ale tylko o sobie. Ale po za tym co to daje? No co? Zastrzyk adrenaliny? Ja bym miała najzwyczajniej w świecie stres, że zarażę się jakimś syfem. Masakra. A gdzie godność? Po co płacić za seks? Brakuje chęci by zaspokoić normalną kobietę? ...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz