Pewnie niejedna z nas była zazdrosna o jakąś kobietę. Czy to koleżankę czy byłą dziewczynę partnera. Dlaczego tak się dzieje? W końcu gdy ktoś z nami się wiąże, to teoretycznie można założyć, że jesteśmy dla niego idealne, właśnie takie jakie powinnyśmy być. Na początku każdego związku nie jesteśmy aż tak wrażliwe na kontakty z innymi kobietami, chyba że chodzi o byłą dziewczynę. Nie rzadko zdarza się tak, że po rozstaniu kontakt jest utrzymywany, taka forma "koleżeństwa". Problem pojawia się wtedy, gdy ex naszego faceta coś do niego jeszcze czuje, lub on sam ma zbyt głęboki sentyment do swojej byłej miłości. W końcu trudno wymazać kogoś z serca z dnia na dzień, czasem mimo wielu przykrości nadal czujemy pewną więź. Ale gdy nie ma ów ex dziewczyny, to generalnie sielanka trwa dalej.
Zazwyczaj po okresie roku, dwóch zaczynamy odczuwać pewną stagnację. Mniej wychodzimy z domu, mniej się staramy... Automatycznie mniej zabiegamy o względy partnera, ale chcemy by nasza osoba mimo wszystko była na pierwszym miejscu. I tu zonk, on rozmawia z jakąś super laską. Rozmawiają codziennie, dwa razy w tygodniu - to bez znaczenia. Czujemy zagrożenie. Mimowolnie porównujemy się do nich, oglądamy ich zdjęcia, staramy się czegoś o nich dowiedzieć. On zapewnia nas, że to tylko koleżanka, ale nasz umysł nie bardzo chce to przetrawić i robimy się zaborcze. Każda ich rozmowa denerwuje nas do granic możliwości, stajemy się marudne, płaczliwe, trudne do zniesienia. Więc teraz uwaga ! To najgorsze co możemy zrobić. Przede wszystkim, jeśli ktoś chce zdradzić to i tak to zrobi (byłam zdradzana i żadna kontrola i zabranianie czegokolwiek nic nie dało ). Z perspektywy czasu uważam, że popełniłam ogromny błąd zamykając ex w klatce. Zakazany owoc kusi jeszcze bardziej. W tym momencie stawiamy się na przegranej pozycji. Już nie jesteśmy ukochaną dziewczyną/ kobietą, ale kimś kto nas ogranicza. Nie dość, że nie wyglądamy już tak super zajebiście jak na początku związku to jeszcze zachowujemy się jak wredny rodzic. Warto więc wziąć na luz... Zadbać o siebie, nie wypominać broń boże mu tej znajomości! On podświadomie wyczuje, że skoro boimy się o swoje stanowisko, to tamta widać w czymś jest lepsza. "Coś" musi sprawiać, że się obawiamy. Będzie jeszcze bardziej do niej lgnął. Także proponuję :
1. Więcej uwagi skupiać na sobie ( dbamy o makijaż, strój )
2. Nie nadskakujemy misiowi - dajemy mu pewną swobodę w podejmowaniu decyzji. Niech widzi, że jesteśmy pewne siebie.
3. Nie strzelamy fochów o byle co ( to może zepsuć nawet najbardziej udany związek - facet, gdy nie czuje, że jest dla swojej partnerki wystarczająco dobry, ją po prostu zmienia na inny model )
4. Delikatnie podpytujemy o ów koleżankę (nie chodzi mi o to by on wyjaśniał od a do z cały jej życiorys), ale np proponujemy by zaprosił ją kiedyś do naszego wspólnego mieszkania, lub zaplanujemy wspólny wypad na miasto. W ten sposób mamy możliwość skonfrontowania się z "rywalką", o którą jesteśmy zazdrosne i być może okaże się, że jest niegroźna. Ja wielokrotnie byłam zazdrosna o koleżanki "mojego", a gdy je poznałam okazały się super babeczkami, z którymi nie raz sama wychodzę na piwko.
:)
Ach te ideały :) zazdrość bywa piękna, ale i potrafi zniszczyć :)
OdpowiedzUsuń